piątek, 6 marca 2009

Dla dzewczynek i chłopaków:-)


Borko, a to dzisiaj miałam coś o dziewczynach dla moich drogich koleżanek napisać (z okazji tzw. 8 marca). Ale co można ciekawego jeszcze dorzucić do kwestii kobiecej? Stara zasada, że im mniej tym lepiej bo przynajmniej mały margines do manipulacji zostaje, sprawdza się w tym wypadku jak nic:-) Więc sprawy dziewcząt zostawmy na boku, a zajmijmy się choć raz chłopakami, których zazwyczaj marginalizuję w swych dyrdymałach blogerskich. A więc...
Więc wszystko zaczęło się od wizyty Najlepszego z Braci w naszej agenturze. Mo zauważyła, że jego godzinna obecność (przychodzi w porze lunchu na kawę i czekoladę bo jego biuro jest po drugiej stronie Rynku, a "po co wydawać kasę w barach, skoro u was można tak przyjemnie godzinę spędzić"). Swoją drogą ta iście rynkowa postawa skutkuje tym, że on jest bajkową mrówką, a ja świerszczem :-). Najlepszy z Braci jest więc typem przyzwyczajonym do pełnej obsługi. Właściwie to nie wynika z jakiś aroganckich nagabywań. O, nie. Wystarczy, że siądzie i zaraz jakoś tak wszystkie kobity wiedzą, że trzeba mu zrobić kawę, dać czekoladkę, wytłumaczyć się z braku mleka czy innych niedogodności. Nigdy też Najlepszy z Braci nie mówi: "proszę", albo "czy mógłbym dostać...", nie... zanim zdąży odtworzyć paszczę zostaje zasypany pytaniami: "kawy? cukierka? ciasteczka?", w odpowiedzi pytająca usłyszy zaś: "możesz dać". Eureka! W krótki i zwięzły sposób przechodzimy więc do wniosku: uf, zgodził się napić naszej kawy i zjeść naszego cukierka:-) Jak dla mnie - taktyka rewelacyjna!
Innym typem osobowościowym są chłopaki co zawsze przepraszają. I tak, kolejny nas odwiedzający, w krótkich przerwach od kapitalistycznego wyzysku mas pracujących, zanim przyjdzie, wysyła maila: "przepraszam, czy mogę wpaść do was na jakiś kwadransik. Mam nadzieję, że nie będę przeszkadzał". Te wizyty wyglądają zupełnie inaczej. Kawę też serwujemy, czasem coś i do przekąszenia. Jednak w tym wypadku za każdym razem jest to połączone setką podziękowań, przynoszeniem gadżetów, prezencików, przysyłaniem kwiatów na urodziny itp itd. W zamian za to zawsze i cierpliwie należy wysłuchać wszystkich opowieści spod znaku łzy krokodylej, które bywają dość zabawne - pewnie wbrew intencji rozmówcy :-). Następne w kolejce typy to chłopaki w stylu "jedynie moje życie jest fascynujące, więc słuchaj mnie mała". To już grubszy kaliber. O ile przy pierwszym typie "możesz dać" - z przymrużeniem oka można poczuć się jak w jakieś orientalnej bajce (he he), a przy drugim jak z tymi mniej zaradnymi bohaterami Jane Austen, to typ trzeci jest zdecydowanie trudniejszym przeciwnikiem. Początkowo - bywa zabawnie. Tokowanie głuszców nie bez powodu wzbudza zainteresowanie przyrodników. Jednak nawet najwytrwalszy obserwator, w którymś momencie chce podzielić się swoimi uwagami... nic z tego, zanim znajdziemy się w połowie naszego krótkiego wywodu, interlokutor przerywa z irytacją i wtrąca swoje trzy grosze: "...wiem co chcesz powiedzieć, ale ja miałem lepszy przypadek...". I bach, po godzinie należy się upić do nieprzytomności, albo uciec pod pozorem nawału pracy. Inaczej się nie da:-). Na osobne wyróżnienie zasługują chłopaki: "znowu w życiu mnie nie wyszło" - nie, nie są to żadne ofiary losu... bynajmniej. Po prostu to taki typ osobowości (spotykany również u kobit) co żeby było dobre samopoczucie musi być źle, chorobowo, smutno itp itd. Kiedy na przykład miewa się urodziny (:-) nasz gość oprócz życzeń zapyta się: "...i jak sobie radzisz z tą datą?" - ano reakcja może być dwojaka, albo wpadniesz w furię, albo wejdziesz do dołu i posypiesz się jeszcze ziemią, żeby nie zapomnieli czasem zakopać. Dla przeciwwagi osobną kategorią gości są "pożeracze" - przybywają zazwyczaj w nasze skromne progi pod pozorem najbardziej tajemniczych interesów i przekazywania teorii spiskowych. Pochłaniają góry ciasteczek, kaw, herbat i hektolitry wina (czasem bardzo szlachetnego, które o zgrozo chłeptają ze szklanek) - szczęśliwie jest to typ "meteorów" co błyskiem zaistnieją na nieboskłonie i znikną na kolejne wieki z pola widzenia :-). Skrajnie odmienną postawą charakteryzują się natomiast "nieustannie zatroskani" - to znaczy tacy, którzy zwracają się do nas zawsze zdrobnieniem i pytaniem: "jak się dzisiaj czujesz?" - taktyka podprogowa - bowiem po którymś takim pytaniu na poważnie zaczynasz się zastanawiać czy coś ci nie dolega :-)
Eh, sporo by jeszcze wymieniać. Zastrzegam: piszę wszak o kolegach. Osobnym tematem są opisy relacji damsko-męskich, ale ja się na tym nie znam i pisać nie zamierzam:-). Raz w chwili złośliwego geniuszu powiedziałam któremuś ze swoich "chłopaków", że największym dramatem facetów jest to, że żenią się zazwyczaj z babkami, o których potem wymyślają te wszystkie grube kawały o "złych i upierdliwych żonach":-) Ale nie upieram się przy tym jak przy jakiejś regule;-)))

ps. ...kończę bo właśnie mamy gościa z okazji dnia kobiet... z goździkami :-)

1 komentarz:

mała blogerka pisze...

ten pan nr dwa wcale nie jest taki zły ;))))))
ewentualnie mogę się poświęcić i podejmować go w agenturze :)