wtorek, 23 października 2007

Les liaisons dangereuses....


Borko księżniczko z Trójkąta Bermudzkiego, ...czyż nie ma na świecie kobiety, która nie nadużywała władzy, jaką zdobędzie? *. Nie wiem :). Ale chyba wiem coś innego, więc inaczej można to pytanie zadać:
Czyż nie ma na świecie partii, która by nie nadużywała władzy, jaką zdobędzie?

Co tu pisać, co tu pisać skoro nam na "zieloną krainę szczęśliwości" trzeba czekać. No to poczekamy. Dlatego krytyki nie będzie i basta :)

Co do cytatów i romansów - bo mam nadzieję, że zanim przypis na dole znajdziecie to domyślicie się z jakiej książki jest to cytat. Polityka to jest trochę kwestia miłosnego odurzenia, więc mi tak od wczoraj zaczęły sie przypominać ulubione "romance".
Oczywiście ta książka, z której cytat jest to najlepsze opracowanie meandrów uwodzenia i jego konsekwencji jakie kiedykolwiek powstało. I lepsze pewnie nie powstanie. Bo cóż tu dodać w tym temacie. Podobnie jest w polityce. Cóż więcej po tych wszystkich wielkich napisać, co byłoby odkrywcze?
A wracając do romansów, i jeszcze trochę politykując, to myślę sobie, że to tak jak z moimi ulubionymi lekturami. Obok "Les liaisons dangereuses" zawsze chętnie wspominam "Pamiętnki" Duca de Lauzun'e (kochanka Izabelli Czartoryskiej) czy też fantastyczne wynurzenia Casanovy. Ale, ale. Różnica między tymi trzema książkami jest zasadnicza. Mimo, że "Les liaisons..." to fikcja w porównaniu do tamtych dwóch (przynajmniej tak zakładając), to mnie zdecydowanie bardziej przekonuje. Przekonuje brakiem romantyzmu i chłodnym efektem poniesienia konsekwencji. Nie ma bata. Cuda i ohy i ahy, księżniczki wykute z dziwek, przemiany bohaterów dokonujące się w cudowny i szybki sposób to raczej temat na taśmowe scenariusze z TV kablowej, a nie życie. Dlatego też pewnie tak lubimy TV oglądać - bo mało ma wspólnego z tym prawdziwym życiem.
Ale już na dobranoc nie będę tu pleść pajęczyny skojarzeń bo mnie tu wyjdzie jeszcze jedna zaskakująca teoria społeczno-polityczna, a na razie mam tego dość.
Na koniec, taki mały kawałek tekściku zespołu z Kanady o fantastycznej nazwie No Means No o zwycięstwie i wygranej :))))

Victory

When I set out on this journey
I thought it would never end
When I started down that road
I could not see the end
And when I took that first step
I fell in so deep
And all those things that were so hard won
I thought I would always keep

Now what do you think I see
Standing like a wall in front of me
Defat, Not Victory
Defat, Not Victory
Defat, Not Victory

So what are you going to do? Die?
No.
You going to lay down and die?
No.
I will not admit defeat
I will not admit defeat
I will see Victory



* "Niebezpieczne Związki" - Pierre Choderlos de Laclos.

Brak komentarzy: