wtorek, 16 października 2007

W poszukiwaniu utraconego wampira


Borko droga moja duszko..."wyskoczyłam" ja dzisiaj sobie podczas kawki popołudniowej na mały spacer sieciowy. Ot, tak bez powodu poodwiedzać trochę starych haseł, kilka miejsc i nostalgicznych wspomnień. Poszłam więc na - wampiry. A zaczęło się tak, że od dni kilku za Mongolię całą i stadninę osłów, nie mogłam przypomnieć sobie jak nazywał się jeden węgierski malarz co to był autorem takiego intrygującego obrazu, co ja go sobie trzymałam w starym "podręcznym" (czyt.: laptopie). Pamiętałam tylko imię: Istvan. Obraz, ba mogłabym sama z pamięci odrysować ha ha. Tak więc, rzuciłam się na poszukiwania. Oczywiście znalazłam, tutaj.
Artysta to Istvan Csok, a obraz pt. "Wampiry" z 1907 roku znajduje się w rękach prywatnych. O, poznałabym te ręce bardzo chętnie. Nic to. Wracajmy do głównego nurtu wydarzeń.
Przy okazji, żeglując po wirtualnych falach wampirycznego oceanu, zawinęłam do kilku portów na wampiryczne barbecue, wampiryczne party, wampiryczne mody, ciuchy, piosenki, kodeksy, akcesoria, randkownie i tylko cholera wampirycznego domu spokojnej starości nie znalazłam. Jednak myślę sobie, że on gdzieś pewnie w Mongolii Wewnętrznej leży, a tam jeszcze z pozycjonowaniem stron mają problemy:)
Z wampiryzmem jest tak, że obok niepokojących aspektów psychologicznych (nikomu nie życzę załapać takiego ludzkiego ssacza na kark, co to wyssie z nas soki życia, pomysły i nie tylko) jest w nim sporo dobrze znanego dekadenckiego uroku: egzystencja istnienia, powtarzalność cykli, urok dla uroku. Jest też mnóstwo kiczu. Bo już czasem od tych mało kreatywnych przetworzeń farbowanych długich włosów, lic bladych i peleryn to normalnie rzygać się chce i to nie krwią bynajmniej. Podobnie od patrzenia się na prze-monstrualne cycate Vampirelle, co to w realu to chyba musiałyby pod tym czymś pchać mostek rehabilitacyjny - tak to nie proporcjonalne jest:) A na cycate aspekty to ja mam ostatnio zęba i cynizm. I jak mi to znajomy opowiadał raz dowcip o facecie co miał do wyboru trzy kobity: mądrą, świetnie ubraną, dobrze gotującą. I którą to wybrał? Tą, która miała największe cycki!
Rewelacja. Eureka. Toż mi się ostatnio przypomniało, jak przy jakiejś wódce znajomy redaktor tak mi klarował wspomnienie po jednej pięknej stażystce co to ją nie zdążył (nie miał odwagi) poderwać: ...i jak przypomnę sobie jej maleńką główkę, mleńkie rączki i maleńkie cycuszki pod bluzką...to jeszcze nie mogę. Tak mówił, dokładnie tak.
Więc myślę sobie, że to wszystko jakoś mi z tym wampiryzmem sie poukładało. Uzależnienie od ssania, zatracanie zmysłów i rozumu. Wszak wampir otumania, na tym polega jego siła :)

ps. przeszukałam ze 40 stron żeby jakiś Wam fajny obrazek (niebanalny) z wampirami znaleźć, ale wszystko ograne, albo cycate cholera. Zapodam więc ten. Nic nowego, ale dziewczę jakoś podobne do mojej byłej pięknej bratowej. To tak sentymentem wampirycznym pojadę:)

2 komentarze:

Joker pisze...

Och jaki piękny temat ;) Przyznam, że moje jakotakie fascynacje wampiryzmem szeroko pojętym, czy też bardziej jakimś tajemniczym mistycyzmem w okolicach pseudowampirycznych opiera się głównie na przekazie słowno-muzyczno-filmowym. A nawet głównie muzycznym. Do łez doprowadzają mnie rzewne zawodzenia Lacrimosy, gęsią skórkę powodują dokonania niezapomnianego Mr. Doctora z genialnego wprost Devil Dolla, a do istnej bolącej rozkoszy egzystencjalne rozterki Petra Stepana z XIII Stoleti.
Filmowo to z kolei nieszablonowa postać Beli Lugosiego czy naturalnie naturalny wampir Klaus Kinski.
A kto łączy ich wszystkich? Muzykę, film i nocne pejzaże malowane wampirzą fantazją? Nieodżałowany Tomek Beksiński, najbardziej zakręcony znawca tematu jak zwykł o sobie mawiać.. ach.. dzięki Tobie Patrycjo usiadę zaraz w ciemnym pokoju z lampką czerwonego wina (standardowy, acz niezły fetysz swoją drogą) i wsłucham się w makabryczne dźwięki Dies Irae mojego ukochanego Devil Dolla.
Strojne Anioły
Teatr obległy
By zobaczyć dramat
trwogi i nadziei
(...)
A ja
Na scenie
W rogu
Ukryty za samym sobą
Wstrzymuję oddech..

Patrycja Blaum pisze...

No toś się rozkręcił:) Tylko nie zapomnij jeszcze o jakiejś miłej Vampirelli do wspólnej kontemplacji:)))