niedziela, 14 października 2007

Zmutowane uszko i moje łóżko


Borko, jak się okazuje na świecie dzieją się bardziej zaskakujące rzeczy niż kampania wyborcza w Polce:). Otóż znany performer Stelarc wyhodował ucho na swoim przedramieniu.
Może ktoś pamięta, że Stelarc, gwiazda body art'u, która na skalę światową rozbłysła w latach 90. (wystąpił w teledysku zespołu Queen - tańcząc ze swoją "wirtualną ręką" - że tak opowiem w skrócie) był równo 10 lat temu we Wrocławiu.
Stało się tak przy okazji festiwalu WRO w maju 97 roku. A pisząca te słowa miała wówczas okazję "ochraniać" jego występ w Ośrodku Jerzego Grotowskiego - traktując zresztą swoje obowiązki wolontariuszki zdecydowanie zbyt poważnie he he.
Stelarc to postać niesamowita, jak z surrealistycznego snu. Z jednej strony mogą Was odrzucić jego dokonania: podwieszanie się na hakach w galeriach sztuki, eksperymenty z łączeniem ciała z komputerem itd itp. Jednak Stelarc, to też szalenie fajny i przystępny Australijczyk, którego zapamiętam z eventu w BWA, kiedy stał uśmiechnięty w zamszowym kapeluszu i skórzanej kurtce oglądając wyczyny polskich performerów.
Stekarc to nurt podobny do tego, który reprezentuje inna artystka - Orland. Ta przez całe lata poddawała sie operacjom plastycznym, które miały na celu upodobnić Orland do wszystkich klasycznych "elementów" znanych i uznanych piękności sztuki (z tego co pamiętam czoło Orland miało być wzorowane na Mona Lisie). Obok tej dwójki lubię sobie też podglądać Tracey Emin. O Emin pisałam obszernie na MySpace właśnie, a tytuł jej wystawy posłużył mi wówczas za motto opisujące bloga. Nie będę raz jeszcze rozwodzić się o tym dlaczego lubię Emin i takich freaków sztuki - wystarczy zobaczyć jej pracę pt. Moje łóżko. Dla mnie to zadziwiająca "sekcja zwłok" samotności, inności i wszystkich grzeszków współczesnych kobietek.
Odgrzebując w pamięci, niektóre wyczyny "moich" artystów, spojrzałam przez pryzmat performerskich sztuczek na kampanię wyborczą. Może czasem warto wyłączyć chłodny racjonalizm i w zupełnie odjechany sposób spróbować pooglądać debaty, konferencje prasowe, nie mówiąc już o wisience na torcie jaką są spoty reklamowe przeróżnych partii. Ho, ho - czego tam nie ma! Kogo tam nie ma! Można powiedzieć, że gdyby szarpnąć się i zgromadzić w jednej sali jakiejś dowolnie wybranej galerii sztuki współczesnej wszystkie wyborcze filmy, puścić je w tym samym czasie na zawieszonych telebimach, a do tego kazać liderom partyjnym wygłaszać na żywo swoje "najlepsze" kawałki. Mielibyśmy niezłe piekiełko he he. Tylko ilu z nas wytrwałoby na takim evencie?:)

Brak komentarzy: