piątek, 26 października 2007

Maraton Horroru


Borko najdroższa długonoga contesso:) Jako się planowało, tako się stało. Redaktor zorganizował nam maraton horroru - dzięki czemu bierzemy właśnie udział w pierwszym w Polsce festiwalu filmów grozy. Pomysł super, atmosfera rewelacyjna, doznania - niezastąpione:)
Machnę parę recenzji jak dojdę do siebie, bo na razie chciałabym móc wyspać się trochę bo dzisiaj lekko zawieruszona jestem:)
Nie dość, że tydzień napięty to jeszcze od wczoraj maraton kinowy.
Na pierwszy rzut poszedł "Topór" - bardzo zgrabna i rozrywkowa igraszka z wszystkimi znanymi smaczkami amerykańskich horrorów! Warto. Wprawdzie nie jest to obraz dla zbyt delikatnych. Mamy w "Toporze" więc skuteczną bestię o wdzięcznym imieniu i nazwisku Victor Crowley (sic!), najdokładniejsze ujęcie wyprutych jelit oraz jedną z najdłuższych scen odrąbywania barku. A do tego rzecz się dzieje na bagniskach pod Nowym Orleanem z świętem Marii Grass w tle. EXTRA.
Potem poszedł na tapetę "Tunel". I ja powiem tak. Ja już mam dość japońskich traum. Alienacji, pochmurnego nieba. Zmór kurwa wyłażących z szafy czy tunelu metra oraz kolejnych wariacji na temat dzieci, ciąż, matek samobójczyń. Japończykom więc na razie dziękuję, ale "tym razem zjem kolację z kimś innym" :)
Po powrocie do domu - wstyd się przyznać, ale Redaktor musiał odprowadzać mnie do drzwi i jeszcze sprawdzić czy w przedpokoju ni czeka na mnie jaka zmora przyczajona he he - na szczęście i telewizja kablowa postanowiła przyłączyć się do festiwalu grozy i zaoferowała mi neo-gotycką rozrywkę w postaci "Królowej Potępionych". Do 2 nad ranem sen miałam z głowy. Co jeśli połączyć z nadwyrężoną kondycją z dnia poprzedniego nie daje najlepszych skutków dzisiaj:)
Ale warto było. Bo ten rodzaj kiczu wampirycznego z jakim mamy do czynienia w "Królowej..." całkiem, całkiem miło mnie nastraja do życia. Nawet na tyle lepiej, że rzeczy "czarne" przy bliższym poznaniu nabierają jakiś ciekawych konturów.

4 komentarze:

mała blogerka pisze...

"Queen of the Damned" - podoba mi się ten film. zwłaszcza, że kojarzy się z kilkoma fajnymi spotkaniami:)
no i Lestat... hm... :)))

pinio pisze...

To co było pierwszego dnia na festiwlau horroru to nici w porównaniu z tym co widzieliśmy wczoraj. Film "Piętno" Takashi Miike po prostu wykończyl mnie psychicznicznie. Takiego nagromadzenia sadyzmu i krwawych scen (np. ostrej aborcji) dawno nie widziałem. A dzisiaj czekają bracia Pang !

Anonimowy pisze...

"pierwszym w Polsce festiwalu filmów grozy"
Not true, not true!!!

Takie maratony odbywaja sie od dluzszego czasu, wiec trzymajmy sie faktow. Pomysl oczywiscie przedni! Nie ma jak przerazony tlum zamkniety w jednej sali... Doswiadczenie ciekawe...

Patrycja Blaum pisze...

Z tego co podkreślali organizatorzy festiwalu: był to 1 w Polsce festiwal. W sensie takim, że było jury, wybór najlepszego filmu, zgłoszenia konkursowe.
Maratony filmowe - nawet tematyczne - to jednak nie są festiwale ;)